Przeciągnęłam się w swoim legowisku. Spoglądając kontem oka zza okno nie miałam najmniejszej ochoty na wstawanie z posłania. W ostatecznej chwili wstałam na cztery łapy, zmierzając do stojaka z wodą i karmą. Zdążyłam się jedynie napoić, gdyż w tym samym momencie do drzwi zadzwonił dzwonek. Zaczęłam szczekać ze szczęścia, czekając aż pan otworzy pani. W każdą środę odwiedzała pobliskie schronisko, a następnie zoologiczny w którym zawsze wybierała mi coś najciekawszego. Zbiegłam za człowiekiem po schodach merdając nieustannie ogonem obijającym mi się o pośladki.
Właściciel złapał za klamkę, a ja z niedoczekania zaczęłam drapać drzwi. Masywne wrota odepchnęły mnie po posadzce. Zdziwiłam się. Zza rogu nich do pomieszczenia wbiegł rosły, karmelowaty pies. Zaraz za nim ukochana pani, z siatkami pełnymi zakupów.
- Carmen! - krzyknęła szczęśliwa, podpierając zakupy o ścianę witając się ze mną, zupełnie zapomniałam o tym, że mamy gościa.
"A kiedy go odbierze właściciel" - próbowałam zadać jej pytanie, jednak jak zwykle nie odpowiadał.. Dziwne, czemu nikt mnie nie rozumie?
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz