- Ej, stary... mogę zjeść za ciebie? - spytał Eric.
- Jak chcesz. - wzruszyłem ramionami.
Wróciłem na swoje poprzednie miejsce, chwilę później ponownie usłyszałem kroki. Wtem ujrzałem kobietą, przychodzi tu od jakiś dwóch tygodni i zabiera mnie na spacery. Zamerdałem ogonem i zaszczekałem radośnie. Zdążyłem ją polubić.
- Dziś jest twój szczęśliwy dzień kolego, znalazłeś dom. - powiedział przypinając mi smycz.
Dom? No... kilka razy mówiła że zabierze mnie do siebie, ale myślałem że nie mówi serio. Tak jak tych kilku poprzednich... po krótkiej rozmowie szliśmy w nieznanym mi kierunku. Weszliśmy do jakiegoś sklepu, pachniało tam nieziemsko i było wiele fajnych rzeczy.
- Musimy ci coś kupić. - uśmiechnęła się.
Ostatecznie kupiła mi dwie obroże, szelki, smycz, kilka zabawek, smakołyki, karmę i miski.
- Dobra Maksiu, teraz idź wybierz coś dla swojej koleżanki. - uśmiechnęła się.
Ruszyłem wzdłuż regałów, zastanawiając się, co może jej się spodobać. Ostatecznie wybrałem piszczącą różę i pluszowego liska. Kobieta śmiała się z mojego wyboru z uśmiechem, ruszyliśmy do domu.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz