Zmierzyłam gościa, a może domownika wzrokiem. Nie szło mi to na rękę, od tej pory będę musiała się dzielić miłością i rzeczami, jak ja tego nienawidzę!
- Carmen. - odpowiedziałam jednym słowem, w pewnej chwili zgarniając łapą dwie nowe zabawki, które podobno wybierał nowy.
- Nie ma za co. - powiedział, widząc moją radość płynącą z tego faktu. Nie zaplanowałam, aby to powiedział. Teraz wypadałoby podziękować...
- Dziękuję. - szczere słowa cicho wypłynęły z mojego pyszczka.
Zabrałam zabawki w pysk wychodząc schodami na piętro, kiwnęłam głową, aby ruszył za mną. Dotarliśmy do mojej sypialni. Mały, kwadratowy pokoik. Różowo. Zdawało mi się, że kolor go oślepiał.
- Victoria dla ciebie szykuje podobny. Nie martw się, nie będziesz skazany na babski kolor. Gdy już zapozna cię z terenem, wróć do mnie. Wyjdziemy gdzieś. - puściłam mu oczko, pozwalając opuścić pomieszczenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz